
A czy historia Julii, głównej bohaterki „Alei Siódmego Anioła”, nie jest sama w sobie źródłem kolejnej ważnej życiowej prawdy, że nigdy nie jest za późno, żeby sobie wybaczyć, żeby dać sobie i swoim najbliższym szansę i zacząć żyć od nowa? Czyż nie tak należy bowiem patrzeć na historię osoby, która po traumatycznych przeżyciach związanych z utratą synka i będącą jej następstwem depresją, chcąc uciec przed swoim dotychczasowym życiem, znajduje przyjaciół, odnajduje samą siebie i nowy sens życia?
![]() |
(fot. Magdalena Żukowska) |
Wykreowaną przez Kosin rzeczywistość uzupełnia aura
tajemniczości, poprzetykana gdzieniegdzie ledwo dostrzegalną nicią
czarowności. Tworzą ją opisy
zaprojektowanych i wykonanych przez Julię wystaw
sklepowych, wnętrz sklepu meblowego Hebnera, odwoływanie się przez
autorkę do baśni Andersena, ale i … parkowe anioły - niemi
bohaterowie powieści „(...) przecinało go dokładnie
siedem głównych alejek. Na początku każdej stał jeden anioł,
ale każdy inny, bo też inne miał do spełnienia zadanie. Pierwszy
był zatroskany, kolejny uradowany, następny (…) zasępiony, potem
rozmarzony, zadumany, zagniewany, i na końcu rozmiłowany albo
natchniony (...)”. Tajemniczość ta jednak to nie tylko
zagadkowość rozumiana jako swego rodzaju metafizyczność.
Zagadkowość w odniesieniu do Julii i jej losów, to również
pewien skrywany sekret, tragiczne wydarzenie zmieniające
dotychczasowe życie, o istnieniu którego wiemy przez cały czas
czytania powieści, ale rozwikłania którego doświadczamy na jej
końcu. Wtedy to pojawia się ulga związana z otrzymaniem odpowiedzi
na nurtujące nas pytanie, ale i ból odczuwany wręcz fizycznie.
Te elementy bajkowości wnoszą do powieść Renaty
Kosin swego rodzaju dysonans. Z jednej strony bowiem mamy
coś nierzeczywistego, z drugiej zaś historia z „Alei Siódmego
Anioła” jest jak najbardziej realna. Dzieje się bowiem tu i
teraz, jej bohaterowie są jak najbardziej nam współcześni, a ich
problemy i bolączki mogłyby być niekiedy tak bardzo nasze.
Odczuwamy ból i poczucie winy razem z nimi. Doświadczamy tego, czym
jest depresja, czym jest otępienie emocjonalne i poczucie braku
sensu. Dajemy się ponieść niekiedy tym negatywnym emocjom, by na
koniec poczuć ulgę i nadzieję.
To dobrze świadczy o autorce, że potrafi tak pisać, że wczuwamy się w to, co dzieje się z bohaterami. Mimo to do książki mnie jakoś nie ciągnie.
OdpowiedzUsuńJa uwielbiam wszystko, co "anielskie", więc w pierwszej kolejności zwrócił moją uwagę tytuł książki, a że jestem wzrokowcem lubiącym piękne rzeczy, zainteresowała mnie również okładka. Jak się później okazało, również problem bohaterki jest mi bardzo, wręcz namacalnie bliski. Chodzi oczywiście o depresję.
Usuń